| Jeśli chcesz, zajrzyj, przeczytaj... | 2009-11-22 | 21:51:16 |
MOI DRODZY, WPISY NA TYM BLOGU NALEŻY CZYTAĆ OD KOŃCA, A WIĘC OD PIERWSZEJ NOTKI KTÓRA SIĘ UKAZAŁA ZARAZ PO ZAŁOŻENIU BLOGA. DZIĘKI TEMU ZROZUMIECIE SENS PAMIĘTNIKA, KTÓRY JEST PODZIELONY NA ROZDZIAŁY. MIŁEGO CZYTANIA. skomentuj | (0)
| Życie po życiu. | 2009-11-22 | 21:40:57 |
Wspominam teraz to, co było, co się wydarzyło, kogo poznałam, z kim byłam, kim sama byłam przez ostatnie kilka lat. Gdybym kiedyś zrobiła "to", co wydawało mi się konieczne - nigdy nie wiedziałabym, co nastąpi, co się zmieni. Teraz myślę sobie - wreszcie mam dowód osobisty, doczekałam tego! Mogę robić, co chcę! Starzy nie będą mi już mówić jak mam żyć, jestem dorosła, co ich to obchodzi. Życie jest zaskakujące, nie daje sobie szansy toczyć się jednym i tym samym torem.. a wydawało mi się, że tak jest. Dosięgnęły mnie nowe doświadczenia, doznania, prawdy i kłamstwa. Od odebrania dowodu osobistego minęło zaledwie kilka godzin, mimo to już zaczęło się dogadywanie o tej mojej "dorosłości". Ach.. upalny dzień, plaża, słońce, zimny napój i chłopak - to wszystko czego mi dziś trzeba. Atmosfera mimo, że klimatycznie gorąca, uczuciowo też dawała o sobie znać. Wróciliśmy z Arkiem zaraz po plażowaniu do niego.. trochę głodni, ale nie mogliśmy już dłuzej na siebie czekać. Powiedziałam.. tak, jestem pewna i tym samym pierwszy raz od trzech lat dałam mu się dotknąć. Był delikatny jak nigdy, całował mnie i pieścił po każdym centymetrze mojego ciała. Nie obchodziło mnie już nic, zupełnie jakby czas się dla nas zatrzymał - nareszcie. Nie mogliśmy się od siebie oderwać, wiedziałam że muszę już wracać do domu, ale nie potrafiłam przestać go tulić, trzymać za rękę, patrzeć w oczy.. Umówiliśmy się na wieczór na spacer.. Wróciłam do domu, matka siedziała przy komputerze, jednak nie była tym aż tak bardzo zajęta, więc zaczęły się pytania: co tak długo? o której miałaś być? nie zrobiłaś tego.. nie zrobiłaś tamtego.. Ojciec przed telewizorem nie oszczędzał sobie podsycania tej atmosfery. "Kazanie" zakończyło się na "skoro wychodzisz, masz się 'meldować' w domu co godzinę!" skomentuj | (0)
| Odejdź. | 2009-11-22 | 21:17:31 |
Czy rzeczywiście nie mam nic do powiedzenia światu? Czy nie mogę robić tego, co chcę, myśleć co chcę, żyć jak chcę? Dlaczego ciągle słyszę, że jestem nikim? Może jestem? Łzy kolejny raz płyną, jak rwąca rzeka - ale to i tak nic nie da.. Ojciec mnie nie nawidzi, za co? Próbuję sobie odpowiedzieć na to pytanie jak najprościej, jak najszybciej - za nic. Albo.. za to, że jestem. Mam zaledwie 12 lat, hm.. i bagaż. Nie taki zwyczajny, ale pełen rozmaitości - smutku, żalu, złości, nienawiści i bezradności. To raczej jeden z tych szarych, zwyczajnych dni kiedy idzie się do szkoły - prawie jak na skazanie i.. Pierwsza lekcja "czołem trąbki!" i oczywiście mój numer zostaje wywołany do odpowiedzi - zupełnie jakby w dzienniku powtarzał się ten jeden numer! Szczęściem moim jest fakt, że nie muszę prezentować się (jak na wybiegu dla modeli) na środku sali całej klasie. Mimo wszystko pozycja stojąca - wyprostowana jak przystało na homo-sapiens. Sokoli wzrok pozwala mi na dostrzeżenie notatek w zeszycie z tej pozycji, co daje mi jak narazie przewagę nad innymi numerkami, które niestety zeszytu otworzyć nie zdążyły. Pod koniec lekcji z Majką wpadamy na genialny pomysł, aby przykleić do stołu poszarpane karteczki. Nie ukrywam, że mamy niezły ubaw ale dzwonek na przerwę byłby mimo wszystko naszym wybawcą i..... JEST! Wszyscy rzucili się w kierunku wyjścia z sali. "Halo, halo! A wy panienki, co tam narozrabiałyście?". Nauczycielka podeszła razem z nami do ławki i kazała zacząć zdzierać kartki. Oczywiście nie taki był nasz plan, ale powoli zaczął się nam podobać gdy psorka zaczęła sama zdzierać i polerować ławkę. Kolejne lekcje były już tylko bardziej nudne i denerwujące. Po lekcjach postanowiłam wrócić do domu lasem - szeroka droga, wokół zielone drzewa, słońce, lekki wietrzyk. Usiadłam na skarpie, z której mogłam podziwiać malowniczy widok, stary młyn, domki, sklepy, staw.. Brakowało tylko kogoś siedzącego obok, kto mógłby równie mocno cieszyć się miłym widokiem. Siedziałam a przez głowę przelatywało mi tysiące myśli. Wkońcu wyjęłam długi szalik i zaczęłam obwiązywać go na gałęzi, robiąc w tym samym czasie pętlę na głowę. Poczułam się, jakby oczy miały mi za chwilę wyskoczyć, już zaczynałam się dusić, kiedy usłyszałam gdzieś daleko za mną głosy ludzi. Wymknęłam się z własnych sideł i usiadłam na górce, po czym zobaczyłam wycieczkę maluchów z nauczycielami idących na pachołek. Wróciłam do domu i patrząc na matkę i ojca myślałam sobie czy cieszyliby się z tego, co się prawie zdarzyło. No właśnie.. jakby to było gdyby mnie nie było? skomentuj | (0)
| Od czasu, do czasu. | 2009-11-15 | 19:07:33 |
Kolejny niedzielny wieczór, czy taki sam jak inne? Nie, żaden dzień nie jest taki sam jak poprzedni na szczęście. Wszystko co się wydarzyło, już nie wróci. Nasze zachowania i czyny, które były, już się nie powtórzą. Na szczęście(?). Pamiętam ten czas, gdy byłam dużo młodsza. Pisałam wtedy pamiętniki, było ich wiele. Każdy ruch, słowo, gest, uczucie było zawarte na kartach pamiętnika. Zastanawiam się po co właściwie pisałam pamiętnik będąc tak mała? Czy chciałam w przyszłości pokazać sobie co robiłam, jaki był mój tok myślenia, styl mówienia, pisania? Być może. Po kilku latach spaliłam swoje pamiętniki, co dało początek nowemu etapowi, który miał być w zasadzie tylko przejściowym, prowadzącym do tego właściwego. Etap przejściowy trwał kilka lat i był szukaniem klucza. Dlaczego nie szukaniem drzwi? Dlatego, że wiedziałam gdzie są jednak potrzebowałam klucza by je otworzyć, krzyk i uderzanie w drzwi nie powodowały ich otwarcia. skomentuj | (0)
